wylądowało na izbie wytrzeźwień. Do Łodzi wybraliśmy się pociągiem, który miał wyjazd o 11.30 z Katowic. Tyle razy było mówione o tym aby nie pić na wyjazdach bo teraz skończyło się menelskie życie kibica. Na meczu słaby ale głośny doping nie licząc ludzi którzy siedzą na Naszym stadionie w sektorze dziesiątym ponieważ usiedli sobie z boku. Co do gry to dużo nerwów nas to kosztowało, bo remisy uzyskaliśmy w końcowych obydwu częściach meczu. Chłopcy nie pokazali gry do której jesteśmy przyzwyczajeni w tym sezonie. Na najwyższych obrotach grali chyba tylko „Baszczu”, „Jakub” no i może „Bizon”. Mamy nadzieję, że te siły oszczędzali na dzisiejszy mecz, aby dokopać „żabolom”. Powrót też spokojny tylko jakiś frajer z Giekaesu wybił nam szybę w pociągu. Wyjazd sielankowy i martwi liczba kibiców jak na lidera. Oby tę liczbę 150-ciu poprawiły wyjazdy do Lubina i Warszawy.
tekst relacji zaczerpnięty z Psycho Fans numer 22 październik 1999